Daiquiri

Dziś proponuję pierwszego przedstawiciela wielkiej rodziny cocktaili typu sour. Generalna reguła w ich przypadku brzmi „alkohol, likier lub syrop oraz sok z cytryny lub limonki”. Zapamiętanie tego schematu pozwoli nam radykalnie skrócić i uprościć recepturę i pozwoli więcej czasu spędzić na mniej lub bardziej związanych z danym napojem dygresjach.

Na początek ogólny opis Daiquiri:

  • A(lkohol)=rum
  • S(łodycz)=cukier/syrop cukrowy
  • K(waśność)=sok z cytryn

Przygotować Daiquiri możemy na co najmniej kilka sposobów. Amerykańskie restauracje (w tym np. obecny w Polsce TGI Friday’s) często korzystają z tzw. daiquiri/margarita machine, czyli pracującego w trybie ciągłym ślimakowatego młynka mielącego lód zmieszany z sokiem i syropem. W tym momencie po dodaniu do tak powstałego śniegu porcji rumu otrzymujemy gotowe daiquiri (w wersji ‚frozen’). Produkt raczej przemysłowy, czego nie musimy traktować jako zniechęcania — w warunkach domowych uzyskanie efektu frozen jest zazwyczaj szalenie pracochłonne.

Od jakiegoś czasu jestem raczej fanem bardziej osobistego podejścia do cocktaili. Dlatego daiquiri przygotowuję w wersji wstrząsanej lub tradycyjnej. Wstrząsane daiquiri przygotowujemy wlewając do shakera wypełnionego drobno kruszonym lodem biały rum, sok z cytryny i syrop cukrowy. Wstrząsamy energicznie, po czym przelewamy wraz z lodem do schłodzonego kieliszka cocktailowego.

Wersja tradycyjna, stosowana m. in. przez Ernesta Hemingwaya (który swoje cocktaile zamawiał w wersji Papa Doble, czyli w wersji z podwojoną ilością głównego alkoholu, co polecam wszelkim miłośnikom cocktailowej popeliny) polega na napełnieniu wysokiej szklanki typu highball kruszonym lodem, na co kolejno wsypujemy łyżeczkę cukru, wyciskamy sok z jednej cytryny lub z jednej-dwóch limonek i wlewamy 50-100 ml białego rumu, po czym energicznie mieszamy długą łyżeczką (zwaną zwykle łyżką barmańską). Jeśli okolica wygląda jak karaibski hotel wypełniony amerykańskimi turystami, a my wyglądamy jak tegoż hotelu pracownik — w drinka wtykamy jeszcze malutką parasolkę.

Zdrowie!

11 komentarzy

  • Gość: aliceq, aajr9.neoplus.adsl.tpnet.pl
    2007/07/07 - 21:08 | Permalink

    hehe końcówka (ost. zdanie) najlepsza 😀

  • 2007/12/17 - 15:07 | Permalink

    Pychota

  • Gość: , clh18.neoplus.adsl.tpnet.pl
    2008/01/13 - 20:19 | Permalink

    A ja się zastanawiam jaki biały rum będzie dobry.. bo na przykład Malibu ma biały rum kokosowy – też się nada?

  • 2008/01/21 - 19:50 | Permalink

    Malibu ZAWIERA biały rum, ale jest samo w sobie już pewną mieszanką, w dodatku smak kokosów nie do końca jest tym, czego szukamy w klasycznym daiquiri (ale nie zniechęcam do eksperymentów, spróbować oczywiście można). Użyłbym jakiegoś dobrego białego rumu (np. Havana Club, ewentualnie Bacardi Carta Blanca), a Malibu wykorzystałbym do czegoś innego. Ot, na przykład do pina colady, o której jeszcze mam plan napisać.

  • Pingback: Tarasco Bar » Bee’s Knees

  • Pingback: Tarasco Bar » Niezbędnik barmana: szkło

  • Pingback: Tarasco Bar » Whiskey Sour

  • Pingback: Tarasco Bar » Summertime: Strawberry fields forever

  • Pingback: Tarasco Bar » Bacardi Cocktail

  • Pingback: Tarasco Bar » Summertime: Bąbelki

  • Pingback: Tarasco Bar » Margarita

  • Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *