Tag Archives: cocktail

Margarita

Kolejny ze słynnych cocktaili typu sour. Formuła:

  • A=tequila,
  • S=cointreau,
  • K=sok z limonek lub cytryn.

Składniki (w proporcjach 3:1:2) wlewamy do shakera z kruszonym lodem, wstrząsamy i przelewamy do schłodzonego kieliszka cocktailowego. Jako alternatywę możemy też tego drinka przygotować bezpośrednio w szklance z kruszonym lodem, podobnie jak klasyczne Daiquiri.

Na specjalną uwagę zasługuje naczynie, w którym podajemy cocktail. Tradycyjnie kieliszek lub szklankę z margaritą przygotowuje się w wersji ze „słonym brzegiem”, czyli zwilżając odrobiną soku z cytryny brzeg (zewnętrzny!) i obtaczając go w rozsypanej na talerzyku soli. Istotne jest, aby sól znalazła się na zewnątrz i nie mieszała się z wlewanym następnie napojem.

O wielu odmianach margarity, które znajdziemy w meksykańskich restauracjach, jeszcze kiedyś napiszę. Na razie wspomnę jedynie o jednej z bardziej popularnych odmian, czyli Blue Margarita, w której cointreau zastępujemy Blue Curacao, resztę przepisu pozostawiając bez zmian.

Państwa zdrowie!

Edycja 2010-10-07: Zdjęcie.

Manhattan

Szybki mały przepisik w przerwie między damskimi słodyczami. Współczesna receptura na ten cocktail wygląda następująco:

  • 2 części whisk(e)y
  • 1 część słodkiego czerwonego wermutu
  • parę kropel angostury

Składniki wlewamy do shakera wypełnionego lodem, wstrząsamy i przelewamy do schłodzonego kieliszka koktajlowego. Kanonicznym dodatkiem jest wisienka cocktailowa, ale nieźle sprawdza się również tzw. lemon twist (pasek skórki cytrynowej, który skręcamy nad powierzchnią napoju, żeby uwolniły się olejki eteryczne).

Dobór whisky lub whiskey jest oczywiście sprawą indywidualnego smaku, tym niemniej moją ogólną radą jest unikanie raczej zbyt wyrazistych gatunków w rodzaju szkockiej whisky single malt (które zdecydowanie lepiej wypić bez żadnych dodatków). Oryginalnie w przepisie używano amerykańskiej rye whisky, z doświadczenia mogę powiedzieć, ze również nieźle sprawdza się whiskey irlandzka (np. moja ulubiona Tullamore Dew), kanadyjska lub bourbon.

Na zdravi!

Edycja 2010-09-27: Fotografia.

Orgazm w ustach

Leci bocian nad lasem i krzyczy „miałem orgazm, miałem orgazm”, znacie to Państwo? Nie? A to takie przyjemne…

Bardzo przepraszam za ten stary dowcip, ale nazwa koktajlu, o którym chciałem dziś napisać, prowokuje do tego typu żarcików. Przepis na domowy Orgazm brzmi: w niskiej szklaneczce typu tumbler mieszamy w równych częściach Baileys i cointreau wraz z kilkoma kostkami lodu. Znakomite jako napój do deserów lub kawy, dodatkowo — dzięki słodyczy — popularny wśród płci pięknej mimo tego, że jest dość mocny (co zawdzięcza cointreau, które, w przeciwieństwie do większości likierów, zawiera 40% alkoholu).

Co ciekawe, drink też można przygotować również w wersji shot. Dla lepszego efektu proponuję wtedy „zbudowanie” drinka warstwami — najpierw nalewamy do kieliszka/szklaneczki cointreau, po czym na to po łyżeczce nalewamy Baileys tak, by nie dopuścić do zmieszania się obu płynów.

Skool!

Chihuahua, czyli o pożytkach z cointreau

W ramach ostatnich eksperymentów dochodzę do wniosku, że Cointreau jest likierem bogów i dodanie go do dowolnego cocktailu spowoduje poprawę smaku tego ostatniego. Skuteczność chwilowo stuprocentowa, aczkolwiek muszę szczerze przyznać, że próba dodania cointreau do Martini i Bloody Mary wciąż jeszcze przede mną.

Na razie metodą dodawania cointreau do wszystkiego dotarłem do cocktailu pod malowniczą nazwą Chihuahua. Składa się on w równych częściach z rumu (w moim przypadku ostatnio odkryty Myers Dark Rum) i Cointreau, zmieszanych w niskiej szklaneczce typu tumbler i uzupełnionych paroma kostkami brązowego cukru (nie mieszamy, niech się powoli rozpuszcza).

Jako że w międzyczasie nadszedł wieczór po jednym z nielicznych w tym roku cieplejszych dni, proponuję zabrać szklaneczki i przenieść się do ogrodu. Państwa zdrowie!

Daiquiri

Dziś proponuję pierwszego przedstawiciela wielkiej rodziny cocktaili typu sour. Generalna reguła w ich przypadku brzmi „alkohol, likier lub syrop oraz sok z cytryny lub limonki”. Zapamiętanie tego schematu pozwoli nam radykalnie skrócić i uprościć recepturę i pozwoli więcej czasu spędzić na mniej lub bardziej związanych z danym napojem dygresjach.

Na początek ogólny opis Daiquiri:

  • A(lkohol)=rum
  • S(łodycz)=cukier/syrop cukrowy
  • K(waśność)=sok z cytryn

Przygotować Daiquiri możemy na co najmniej kilka sposobów. Amerykańskie restauracje (w tym np. obecny w Polsce TGI Friday’s) często korzystają z tzw. daiquiri/margarita machine, czyli pracującego w trybie ciągłym ślimakowatego młynka mielącego lód zmieszany z sokiem i syropem. W tym momencie po dodaniu do tak powstałego śniegu porcji rumu otrzymujemy gotowe daiquiri (w wersji ‚frozen’). Produkt raczej przemysłowy, czego nie musimy traktować jako zniechęcania — w warunkach domowych uzyskanie efektu frozen jest zazwyczaj szalenie pracochłonne.

Od jakiegoś czasu jestem raczej fanem bardziej osobistego podejścia do cocktaili. Dlatego daiquiri przygotowuję w wersji wstrząsanej lub tradycyjnej. Wstrząsane daiquiri przygotowujemy wlewając do shakera wypełnionego drobno kruszonym lodem biały rum, sok z cytryny i syrop cukrowy. Wstrząsamy energicznie, po czym przelewamy wraz z lodem do schłodzonego kieliszka cocktailowego.

Wersja tradycyjna, stosowana m. in. przez Ernesta Hemingwaya (który swoje cocktaile zamawiał w wersji Papa Doble, czyli w wersji z podwojoną ilością głównego alkoholu, co polecam wszelkim miłośnikom cocktailowej popeliny) polega na napełnieniu wysokiej szklanki typu highball kruszonym lodem, na co kolejno wsypujemy łyżeczkę cukru, wyciskamy sok z jednej cytryny lub z jednej-dwóch limonek i wlewamy 50-100 ml białego rumu, po czym energicznie mieszamy długą łyżeczką (zwaną zwykle łyżką barmańską). Jeśli okolica wygląda jak karaibski hotel wypełniony amerykańskimi turystami, a my wyglądamy jak tegoż hotelu pracownik — w drinka wtykamy jeszcze malutką parasolkę.

Zdrowie!