Tag Archives: Cointreau

Kamikaze, boski wiatr

Dziś kolejny z klasycznych cocktaili IBA, czyli Kamikaze. Plotka głosi, że powstał podczas amerykańskiej okupacji Japonii w jednym z tamtejszych barów, w co osobiście nie wierzę ze względu na główny jego składnik, czyli wódkę, która w Stanach upowszechniła się dosyć późno.

Kompozycyjnie jest to typowy sour, którego dałoby się nazwać Vodka Sidecar:

  • A: Wódka
  • S: Cointreau
  • K: Sok z limonek

Składniki w proporcjach 1:1:1 mieszamy i przelewamy do kieliszka cocktailowego, który przyozdabiamy ćwiartką limonki.

Podane proporcje proszę traktować jako sugestię i eksperymentować. Spotkałem się już z wariantami sięgającym aż po klasyczny Sidecar czy Margaritę (6:3:1 lub 4:2:1).

Kampai!

El Presidente

Dziś kolejna wyprawa na Kubę, ojczyznę wielu znakomitych drinków. W czasach szalejącej w pobliskich Stanach Prohibicji w hawańskim barze Jockey Club stworzono cocktail pod nazwą El Presidente, nazwany tak na cześć ówczesnego prezydenta Kuby, Gerardo Machado.

Składniki:

  • 2 części białego rumu,
  • 1 część wytrawnego wermutu,
  • 1 część likieru pomarańczowego curaçao (dobrze sprawdza się też triple sec),
  • (opcjonalnie) pół łyżeczki grenadiny.

Składniki wstrząsamy w shakerze i przelewamy do kieliszka cocktailowego, przyozdabiając skórką pomarańczową. Osobiście wolę wersję bez grenadiny, ale polecam wypróbowanie obu wariantów.

Pretty in pink

Dzisiejszy cocktail jest relatywnie młody, jako że powstał w okolicach początku lat 80. Najpopularniejsza wersja historii jego powstania przypisuje autorstwo przepisu Cheryl Cook, barmance z Florydy, która zainspirowana obserwacją klientek zamawiających Martini bez większego przekonania, a jedynie po to, by móc poparadować z kieliszkiem koktajlowym, postanowiła stworzyć coś łagodniejszego w smaku przy nie gorszej prezencji.

Prawdziwą eksplozję popularności cocktail ten zaliczył w latach 90, gdy zamawiały go bohaterki serialu Sex And The City. Zapewne już domyślili się Państwo, że mówimy o Cosmopolitan.

Oficjalna wersja przepisu według IBA specyfikuje następujące składniki:

  • 40 ml wódki (najlepiej w wersji citron)
  • 15 ml triple sec/cointreau
  • 15 ml soku z limonki
  • 30 ml soku żurawinowego

Składniki wlewamy do shakera wypełnionego kruszonym lodem, silnie wstrząsamy i przelewamy do schłodzonego kieliszka cocktailowego, który dodatkowo możemy przybrać plasterkiem limonki.

Jakkolwiek proporcje podane powyżej są tymi oficjalnymi, niech to nie powstrzymuje Państwa od szukania własnego złotego środka. Ulubiona wersja mojej żony i jej koleżanek to powyższe składniki zmieszane w proporcjach 1:1:1:1 (po 30 ml), co daje cocktail nieco bogatszy w smak słodki i kwaśny, redukując cierpkość żurawiny, przy praktycznie tej samej zawartości alkoholu.

Zdrowie pań!

Edycja 2010-09-27: Nowe ulepszone zdjęcie, jako że moja żona załamywała ręce za każdym razem, gdy wcześniejsza fotka pokazywała się na ekranie

Summertime: Zabić drozda

Święta, święta i po świętach… to jest, chciałem powiedzieć, blog znowu zaliczył solidną przerwę. Nie będę się próbował nawet krygować, jak jest mi z tego powodu wstyd i przykro, chociaż jest, ale cóż zrobić — obowiązki rodzinne, dom, praca, mało czasu, kruca bomba.

Że mamy znowu prawie lato, sezon grillowy w pełni (chyba że akurat leje), spróbuję zaproponować serię cocktaili i longdrinków o tematyce i smakach odpowiednich dla tej aury. Na początek cocktail nawiązujący (chociaż tylko grą słów) do znanej powieści pani Harper Lee Zabić drozda (To Kill A Mockingbird). Chodzi oczywiście o longdrinka pod dowcipną nazwą… Tequila Mockingbird.

Przepis jest nieco bardziej skomplikowany niż zwykle u mnie. Do wysokiej szklanki wypełnionej lodem wlewamy kolejno:

  • 50 ml tequili
  • 15 ml cointreau/triple sec
  • 30 ml soku żurawinowego
  • 60 ml soku pomarańczowego

Mieszamy, po czym na sam wierzch wlewamy (już nie mieszając) 15 ml blue curacao. Przyozdabiamy słomką, parasolką, plasterkiem pomarańczy i gipsowym krasnalem i idziemy sprawdzić, czy steki na grillu nie nabrały przypadkiem nazbyt czarnego odcienia.

Cocktail autorski: Brandy Naranja

Po dłuższej przerwie przepis na nowy, w dodatku autorski, cocktail. W konstrukcji nieco podobny do Chihuahua, składa się z dwóch części koniaku lub brandy i jednej części cointreau, z dodatkiem plasterka pomarańczy. Składniki mieszamy w szklaneczce lowball z paroma kostkami lodu lub neat, czyli bez dodatków.

Autorski charakter tego cocktailu jest dla mnie niejakim zaskoczeniem — kombinacja ta powstała opisywaną przy okazji Chihuahua metodą dodawania cointreau do różnych napojów, w tym przypadku do koniaku. Zaraz po przygotowaniu drinka rzuciłem się sprawdzać w Internecie, jak też nazywa się przygotowany w ten sposób napój, po czym stwierdziłem z niejakim zaskoczeniem, że taka kombinacja jak dotąd nie dorobiła się nazwy. Wykorzystując tę rzadką okazję pozwoliłem sobie nazwać stworzony w ten sposób cocktail Brandy Naranja.

Brindis!